dobre książki

środa, Listopad 11, 2015, 22:39
Generał Władysław Sikorski (źródło: Wikimedia Commons)Wokół śmierci Naczelnego Wodza i premiera Rządu na Uchodźstwie narosło wiele pytań, na które do dziś trudno znaleźć odpowiedź. Najważniejsze, wciąż rozpalające wyobraźnię zwolenników teorii spiskowych, brzmi: czy to był zamach?

Prof. Norman Davies
w książce „Szlak nadziei" zwraca uwagę na pewien fakt, który może tłumaczyć, dlaczego liberator, którym 4 lipca 1943 roku leciał gen. Władysław Sikorski, runął do morza zaledwie kilkadziesiąt sekund po starcie.

Kto mógł stać za śmiercią generała? Sowieci? Nieprzychylni mu Polacy? A może sam Winston Churchill, któremu twarda postawa polskiego premiera w kontaktach z Rosjanami mogła utrudnić antyhitlerowski sojusz z Józefem Stalinem? A może był to prostu wypadek? Prof. Norman Davies skłania się ku tej ostatniej wersji, odtwarzając ostatnie chwile generała i zamieszczając w swojej najnowszej książce możliwe wyjaśnienie przyczyn tej tragedii.

Generał Władysław Sikorski na Gibraltarze. Prawdopodobnie ostatnie zdjęcie Naczelnego Wodza (źródło: Wikimedia Commons)

Zacznijmy jednak od okoliczności przemawiających za zamachem. Sześć tygodni przed śmiercią Naczelnego Wodza minister rządu londyńskiego Karol Popiel odebrał tajemniczy telefon. Rozmówca spokojnym głosem oświadczył, że generał Sikorski zginął w katastrofie lotniczej nad Gibraltarem. Popiel początkowo zaskoczony próbował się dowiedzieć, kto dzwoni, jednak rozmówca nie chciał ujawnić swej tożsamości. Minister podejrzewał, że ma do czynienia z jakimś prowokatorem lub żartownisiem. Przypomniał sobie o tej rozmowie półtora miesiąca później, gdy liberator z generałem spadł do morza.

Wiadomo, że samolot był w pełni sprawny. Teorie o zamachu podsycił również fakt, że wcześniej przynajmniej dwa razy inne maszyny, którymi leciał Sikorski, musiały awaryjnie lądować z powodu niespodziewanych usterek. Podejrzewano robotę sabotażystów, jednak Naczelny Wódz za każdym razem machał na to ręką.

Wiele pytań zrodziła również obecność na Gibraltarze rosyjskiego ambasadora w Wielkiej Brytanii w tym samym czasie, kiedy przebywał tam Sikorski. Iwan Majski zatrzymał się tam na chwilę, porozmawiał z gubernatorem Gibraltaru i niebawem zebrał się do odlotu. Noel Mason-MacFarlane polecił swoim żołnierzom, by obstawili samolot polskiego premiera i przyjął polską delegację w prywatnej rezydencji. Delegacja sowiecka została ulokowana w VIP-owskich pomieszczeniach na lotnisku. Chodziło o to, by obie zwaśnione po ujawnieniu grobów katyńskich polityczne strony nie spotkały się, bo mogło grozić to dyplomatycznym skandalem. Dlatego też liberatora generała Sikorskiego pozostawiono w dalszej strefie bazy i otoczono specjalną uzbrojoną strażą – zauważa prof. Norman Davies.

Wtedy miał wydarzyć się drobny incydent, który zdaniem historyka mógł mieć tragiczne skutki. Przy liberatorze zasłabł jeden z wartowników. Żołnierz osunął się na płytę lotniska, pokonany przez gorący hiszpański skwar. Podbiegli do niego koledzy, ułożyli w cieniu pod skrzydłem maszyny, odłożyli na bok jego broń, a chlebak wsunęli do małego otwartego luku w tylnej części samolotu. Wszystko wskazuje na to, że chlebak tam został.


Wieczorem 16 osób, wśród nich generał Sikorski wraz z córką Zofią Leśniowską, pożegnało się z gubernatorem i zajęło miejsca w samolocie. Czeski pilot, kapitan Eduard Prchal, zapuścił silnik i liberator rozpoczął kołowanie po pasie. Była godzina 23.06. Obserwujący start samolotu żołnierze opowiadali potem, że pilot wystartował perfekcyjnie – na wysokich obrotach i dużej mocy, pod ostrym kątem. Wtedy jednak stało się coś, co do dziś podsyca dyskusje zwolenników teorii o zamachu. Samolot nie przestawał się wzbijać. Kapitan Prchal zeznał potem, że na próżno walczył z zaciętym drążkiem sterowniczym, że nie udało mu się wyrównać lotu. Maszyna szła w górę, do chwili, aż przeciążone silniki straciły moc. „Uwaga! Rozbijemy się" – krzyknął czeski pilot do interkomu i samolot runął do morza. Przeżył jedynie Prchal, który – jak się potem okazało – jako jedyny miał na sobie kamizelkę ratunkową.

General Sikorski (1943)

Co spowodowało katastrofę? A może raczej kto? Sabotażyści? Szpiedzy? Czy śmierć generała Sikorskiego należałoby powiązać z wizytą ambasadora Majskiego na Gibraltarze? A może odpowiedź na to pytanie leży w działalności Kima Philby'ego, brytyjskiego oficera wywiadu i jednocześnie sowieckiego szpiega, który w lipcu 1943 roku przebywał na Gibraltarze? Zdanem prof. Daviesa wyjaśnienie może być znacznie mniej sensacyjne. Według sprawozdania RAF (Królewskich Sił Powietrznych, Royal Air Force) przyczyną katastrofy była awaria techniczna systemu naprowadzania.

„Awaria nastąpiła zapewne wtedy, kiedy bagaż (prawdopodobnie chlebak żołnierza) przesunął się do tyłu podczas wznoszenia się samolotu i zablokował kable tylnych sterów wysokościowych" – pisze autor „Szlaku nadziei". „Nie mogąc ich uruchomić, pilot stracił kontrolę nad maszyną. Ma to sens" – podkreśla prof. Davies.

Sens ma, tylko czy takie tłumaczenie jest wystarczające do przekonania zwolenników teorii o spisku na życie generała? Zbyt długo brytyjskie służby rozpościerały nad tą sprawą zasłonę milczenia, przez dziesiątki lat utajniając dokumenty i ekspertyzy, by teraz można było tak prostym wyjaśnieniem zamienić zamach na zwykły w gruncie rzeczy tragiczny zbieg okoliczności.

Norman Davies, „Szlak nadziei", Rosikon press 2015

Norman Davies, Szlak nadziei, Rosikon press


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
środa, Listopad 11, 2015, 22:39
Generał Władysław Sikorski (źródło: Wikimedia Commons)Wokół śmierci Naczelnego Wodza i premiera Rządu na Uchodźstwie narosło wiele pytań, na które do dziś trudno znaleźć odpowiedź. Najważniejsze, wciąż rozpalające wyobraźnię zwolenników teorii spiskowych, brzmi: czy to był zamach?

Prof. Norman Davies
w książce „Szlak nadziei" zwraca uwagę na pewien fakt, który może tłumaczyć, dlaczego liberator, którym 4 lipca 1943 roku leciał gen. Władysław Sikorski, runął do morza zaledwie kilkadziesiąt sekund po starcie.

Kto mógł stać za śmiercią generała? Sowieci? Nieprzychylni mu Polacy? A może sam Winston Churchill, któremu twarda postawa polskiego premiera w kontaktach z Rosjanami mogła utrudnić antyhitlerowski sojusz z Józefem Stalinem? A może był to prostu wypadek? Prof. Norman Davies skłania się ku tej ostatniej wersji, odtwarzając ostatnie chwile generała i zamieszczając w swojej najnowszej książce możliwe wyjaśnienie przyczyn tej tragedii.

Generał Władysław Sikorski na Gibraltarze. Prawdopodobnie ostatnie zdjęcie Naczelnego Wodza (źródło: Wikimedia Commons)

Zacznijmy jednak od okoliczności przemawiających za zamachem. Sześć tygodni przed śmiercią Naczelnego Wodza minister rządu londyńskiego Karol Popiel odebrał tajemniczy telefon. Rozmówca spokojnym głosem oświadczył, że generał Sikorski zginął w katastrofie lotniczej nad Gibraltarem. Popiel początkowo zaskoczony próbował się dowiedzieć, kto dzwoni, jednak rozmówca nie chciał ujawnić swej tożsamości. Minister podejrzewał, że ma do czynienia z jakimś prowokatorem lub żartownisiem. Przypomniał sobie o tej rozmowie półtora miesiąca później, gdy liberator z generałem spadł do morza.

Wiadomo, że samolot był w pełni sprawny. Teorie o zamachu podsycił również fakt, że wcześniej przynajmniej dwa razy inne maszyny, którymi leciał Sikorski, musiały awaryjnie lądować z powodu niespodziewanych usterek. Podejrzewano robotę sabotażystów, jednak Naczelny Wódz za każdym razem machał na to ręką.

Wiele pytań zrodziła również obecność na Gibraltarze rosyjskiego ambasadora w Wielkiej Brytanii w tym samym czasie, kiedy przebywał tam Sikorski. Iwan Majski zatrzymał się tam na chwilę, porozmawiał z gubernatorem Gibraltaru i niebawem zebrał się do odlotu. Noel Mason-MacFarlane polecił swoim żołnierzom, by obstawili samolot polskiego premiera i przyjął polską delegację w prywatnej rezydencji. Delegacja sowiecka została ulokowana w VIP-owskich pomieszczeniach na lotnisku. Chodziło o to, by obie zwaśnione po ujawnieniu grobów katyńskich polityczne strony nie spotkały się, bo mogło grozić to dyplomatycznym skandalem. Dlatego też liberatora generała Sikorskiego pozostawiono w dalszej strefie bazy i otoczono specjalną uzbrojoną strażą – zauważa prof. Norman Davies.

Wtedy miał wydarzyć się drobny incydent, który zdaniem historyka mógł mieć tragiczne skutki. Przy liberatorze zasłabł jeden z wartowników. Żołnierz osunął się na płytę lotniska, pokonany przez gorący hiszpański skwar. Podbiegli do niego koledzy, ułożyli w cieniu pod skrzydłem maszyny, odłożyli na bok jego broń, a chlebak wsunęli do małego otwartego luku w tylnej części samolotu. Wszystko wskazuje na to, że chlebak tam został.


Wieczorem 16 osób, wśród nich generał Sikorski wraz z córką Zofią Leśniowską, pożegnało się z gubernatorem i zajęło miejsca w samolocie. Czeski pilot, kapitan Eduard Prchal, zapuścił silnik i liberator rozpoczął kołowanie po pasie. Była godzina 23.06. Obserwujący start samolotu żołnierze opowiadali potem, że pilot wystartował perfekcyjnie – na wysokich obrotach i dużej mocy, pod ostrym kątem. Wtedy jednak stało się coś, co do dziś podsyca dyskusje zwolenników teorii o zamachu. Samolot nie przestawał się wzbijać. Kapitan Prchal zeznał potem, że na próżno walczył z zaciętym drążkiem sterowniczym, że nie udało mu się wyrównać lotu. Maszyna szła w górę, do chwili, aż przeciążone silniki straciły moc. „Uwaga! Rozbijemy się" – krzyknął czeski pilot do interkomu i samolot runął do morza. Przeżył jedynie Prchal, który – jak się potem okazało – jako jedyny miał na sobie kamizelkę ratunkową.

General Sikorski (1943)

Co spowodowało katastrofę? A może raczej kto? Sabotażyści? Szpiedzy? Czy śmierć generała Sikorskiego należałoby powiązać z wizytą ambasadora Majskiego na Gibraltarze? A może odpowiedź na to pytanie leży w działalności Kima Philby'ego, brytyjskiego oficera wywiadu i jednocześnie sowieckiego szpiega, który w lipcu 1943 roku przebywał na Gibraltarze? Zdanem prof. Daviesa wyjaśnienie może być znacznie mniej sensacyjne. Według sprawozdania RAF (Królewskich Sił Powietrznych, Royal Air Force) przyczyną katastrofy była awaria techniczna systemu naprowadzania.

„Awaria nastąpiła zapewne wtedy, kiedy bagaż (prawdopodobnie chlebak żołnierza) przesunął się do tyłu podczas wznoszenia się samolotu i zablokował kable tylnych sterów wysokościowych" – pisze autor „Szlaku nadziei". „Nie mogąc ich uruchomić, pilot stracił kontrolę nad maszyną. Ma to sens" – podkreśla prof. Davies.

Sens ma, tylko czy takie tłumaczenie jest wystarczające do przekonania zwolenników teorii o spisku na życie generała? Zbyt długo brytyjskie służby rozpościerały nad tą sprawą zasłonę milczenia, przez dziesiątki lat utajniając dokumenty i ekspertyzy, by teraz można było tak prostym wyjaśnieniem zamienić zamach na zwykły w gruncie rzeczy tragiczny zbieg okoliczności.

Norman Davies, „Szlak nadziei", Rosikon press 2015

Norman Davies, Szlak nadziei, Rosikon press


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
 
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Śledź nas na Twitterze
Znajdź nas na Facebooku
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem